Co czytam jesienią

Published by

on

9.11.2025

“Teraz chłodna jesień wkroczy do Doliny Muminków. Bo inaczej jakże mogłaby znowu przyjść wiosna?

“Dolina Muminków w listopadzie” to jedna z najbardziej melancholijnych i filozoficznych książek Tove Jansson, która opowiada o samotności, poszukiwaniu siebie i akceptacji tego, co nieuchronne. Jest wyjątkowa w serii, ponieważ po raz pierwszy Muminki są w niej fizycznie nieobecne, a ich dom, czyli miejsce kojarzące się z ciepłem i bezpieczeństwem, jest puste.

Nieobecność Muminków zmusza bohaterów – Włóczykija, Filifionkę, Paszczaka, Homka Tofta, Wuja Truja, Mimblę i innych, do samodzielnego zmierzenia się z pustką, ze swoimi lękami i innymi problemami, a także do odkrycia tego, że siła potrzebna do przechodzenia przez trudne chwile kryje się w nich samych, a także we wsparciu wspólnoty, którą mogą stworzyć między sobą.

Książka niesie przesłanie, że Dolina Muminków, tak jak życie, nie zawsze jest miejscem przyjemnym i bezpiecznym, a bolesne okresy, są jego nieodzownym etapem. Refleksja, introspekcja, zaakceptowanie smutku, zmian, przemijania i samotności, a także samodzielne przechodzenie przez wyzwania przy jednoczesnym wsparciu wspólnoty, są to wszystko ważne kroki na drodze odnajdywania sensu i spokoju, które pozwalają budować wewnętrzną siłę, moc i rezyliencję.

A bardzo ciekawą interpretację postaci Homka Tofta z perspektywy psychoanalitycznej można przeczytać tutaj, polecam: https://www.facebook.com/share/p/1DoNxdTXP7/

31.10.2025

odkąd podczas późno-letniego wyjazdu miałam okazję wyjechać na cały tydzień w miejsce bez dostępu do internetu i doświadczyć, że robi się dzięki temu jakoś tak więcej mentalnej przestrzeni, jestem coraz bardziej zmotywowana do tego, żeby ograniczać siedzenie w telefonie do niezbędnego minimum.

zaczęłam za to pielęgnować inny zwyczaj, który polega na tym, żeby zamiast automatycznie sięgać po wciągający niczym lepka czarna dziura, czarny prostokątny ekran, mieć pod ręką wybór kilku książek, które na bieżąco wypożyczam sobie z biblioteki.

dzięki temu przez ostatnie 2 miesiące przeczytałam już chyba więcej, niż przez cały rok i przypominam sobie o książkach, na które ciągle teoretycznie “brakowało czasu”. jedną z nich jest “Ganbare! warsztaty umierania” Katarzyny Boni.

2 lata temu również w okolicy Święta Zmarłych miałam okazję wziąć udział w “warsztacie umierania”, który opisany jest na końcu tej książki i który jest rzeczywistym warsztatem prowadzonym przez buddyjskiego mnicha, w którym uczestniczyła autorka podczas pobytu w Japonii i który potem sama przeniosła na polski grunt.

w wielkim uproszczeniu “warsztat umierania” polega na tym, że poprzez oddziałującą na wyobraźnię opowieść, w którą możemy się wczuć i wokół której podejmujemy pewne decyzje, przechodzimy przez symulację procesu umierania i stopniowego żegnania się z wszystkim tym, co dla nas ważne.

takie zanurzenie się w tym co trudne, bolesne, niewygodne, niewytłumaczalne, niepodlegające kontroli i zepchnięte na margines, może brzmieć jak koszmar w społeczeństwie, w którym normą jest opór i ucieczka przed takimi tematami. i na pewno nie jest to łatwe doświadczenie, jednak moim zdaniem ma w sobie ogromną wartość, która dla każdego może być unikalna i dotknąć w głębi czegoś innego, poruszyć w innym miejscu.

a cała książka to zbiór krótkich rozdziałów, które pozwalają przejrzeć się w rzeczywistości Japonii i jej mieszkańców po potrójnej, niezwykle śmiertelnej i traumatycznej katastrofie z 2011 r. (trzęsienie ziemi + tsunami + wybuch elektrowni jądrowej)

Leave a comment